UWAGA. Rozdział zawiera opisy brutalnych scen,czytasz na własną odpowiedzialność.
Hope zakryła Jennifer swoim ciałem.
- Ciszej! - Syknął Andrew. -Zbieramy się stąd..
Złapała rękę Jennifer kierując się w stronę samochodu.
- Wsiadaj pierwsza. - Powiedziała po czym wskazała jej miejsce w aucie. Kobieta była zaskoczona że dla nastolatki bezpieczeństwo idolki było ważniejsze. Obie wsiadły do samochodu. Jechali za camperem który prowadził Andrew. Chcieli pojechać autostradą nad stare jezioro, lecz bestii było tak wiele że nie udałoby się im przedostać bez żadnych szkód. Nie wiedzieli jak z nimi walczyć. Jedyne co mieli to noże kuchenne,topór do drzewa. Odjechali w drugą stronę jak szybko się dało. Jennifer spojrzała na Hope pytając.
- Wszystko w porządku?- Zrobiła te swoje oczy pełne zmartwienia.
- Tak. - Oznajmiła uśmiechając się. Kobieta splotła ich opuszki palców aby dać poczucie bezpieczeństwa dziecku.
Przebyli długą drogę. Dziewczyny zasnęły na tylnich siedzeniach. Jen miała głowę przyłożoną do szyby natomiast Hope miała swoją na jej kolanach wciąż ze specionymi palcami Love.
Ściemniało się. Wszyscy wciąż byli w drodze. Harry wciąż prowadził samochód,jechał za Andrew'em więc wyłączył światła aby nie zostawiać za sobą śladu. Wjechali na kamienistą drogę co przebudziło Jen. Ziewnęła a po chwili spojrzała na dziewczynę śpiącą na jej kolanach. Uśmiechnęła się sama do siebie i zaczęła głaskać ją po głowie.
- Gdzie dokładnie jedziemy? - Spytała mężczyznę okazując swoje zainteresowanie.
- Musimy znaleźć miejsce gdzie będziemy bezpieczni i będziemy mogli odpocząć. Musimy też poszukać broni,jedzenia,ubrań,leków..wszystkiego. - Spojrzał na nią.
- Rozumiem.
- Dziękuję. - Powiedziała patrząc na niego.
- Za co? - Zaśmiał się rzucając wzrok w lusterko.
- Za to że starasz się wszystkich chronić. - Uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie ma za co.
- Jest. - Dodała szybko. - Gdyby nie ty, kto wie co stałoby się z Hope. Teraz wiem że jest bezpieczna.
- Jej matka nie żyje. - Powiedział zżalonym głosem.
- Co? - Jej serce zabiło szybciej,zrobiła zdziwioną minę.
- Zżarły ją..te bestie. Zdążyliśmy uratować tylko ją.
- O boże.. - Przejechała opuszkami palców po swoich włosach przeczesując je nerwowo.
- Ona chyba to wszystko widziała..stała za drzewami wpatrzona w tamtą stronę.. ciężko zapomnieć o czymś takim.
Jennifer nie potrafiła sobie wyobrazić jak bardzo dziewczyna była przerażona, jak bardzo płakała musząc uciekać nie wiedząc co będzie dalej.
Samochód zaczął powoli zwalniać.
- Co jest? Powiedział Harry do siebie rozglądając się dookoła.
- Co się dzieję? - Zapytała wpatrując się na niego.
- Chyba..nie mamy benzyny. - Spojrzał na nią.
- Zaraz wrócę,obudź Hope. - Powiedział wysiadając z auta po czym zaczął biec za camperem.
- Hope? Wstawaj. - Powiedziała do niej delikatnie próbując ją obudzić.
- yhmm..- Nastolatka otworzyła oczy przecierając je dłońmi. Ziewnęła.
- Coś się dzieję? - Zapytała zaspana.
- Skączyła nam się benzyna, Harry pobiegł zawiadomić resztę.
Rozejrzała się dookoła,ziewnęła ponownie.
- Długo jechaliśmy? - Spojrzała na Jen.
- Sama nie wiem, ale ponad 3 godziny na pewno. Wyspałaś się? - Zapytała z uśmiechem.
- Czy ja wiem..trochę. - Zaśmiała się melodyjnie.
- Jest ktoś głodny? - Zapytała Jane spoglądając na resztę ludzi w camperze.
- Ja nie,ale mogłabyś dać mi wody? - Rzuciła pytaniem Megan.
- Tak,tak. - Sięgnęła po szklankę którą po chwili zapełniła do połowy. Podała ją kobiecie.
- Dzięki. - Uśmiechnęła się delikatnie biorąc od niej wodę. Napiła się.
Cody nieustannie patrzył w tylnią szybę. Po chwili zauważył że coś lub ktoś próbuje ich dogonić dziwnie wymachując rękoma.
- Hej,zatrzymajmy się.. Czy to nie jest Harry? - Wykrzyczał do reszty.
Skyler wyjrzała szybko przez tylnie okno potwierdzając.
- Andrew,zatrzymaj się.
Mężczyzna zatrzymał samochód po czym wyszedł do niego.
- Co jest? - Zapytał zdziwiony.
- Skączyła nam się benzyna, dziewczyny zostały w aucie. - Wymamrotał zmęczony. Oparł swoje dłonie na kolanach.
- Co teraz? - Zapytał biorąc głęboki oddech.
- Zawrócimy się po nie. - Powiedział.
- Wsiadaj do campera. - Oznajmił Andrew.
Oboje wrócili do samochodu.
- Zawracamy się po Hope i Jennifer. Skączyła im się benzyna,musimy wrócić.
- Nic im nie jest?- Zapytała Megan patrząc na Harrego.
- Mam taką nadzieję..- Westchnął.
Zamknął drzwi po czym odpalił camper. Zawrócił.
- Wiecie że nam również zostało mało benzyny? - Rzucił Andrew.
- Nie starczy nam aby zabrać je stamtąd i znaleźć bezpieczne miejsce? - spytała Skyler.
- To nam nie wystarczy. Mamy za mało jedzenia,nie mamy broni,nie mamy gdzie spać,potrzebujemy leków. Potrzebujemy wszystkiego...- Oznajmiła smutno Megan.
- Tym możemy zająć się jutro prawda? - Zapytał zestresowany Cody.
- Tak,nie martw się,wszystko będzie dobrze. - Powiedziała Jane próbując uspokoić chłopca.
- Dobrze. - Powiedział.
Nagle zdeformowana postać pojawiła się na drodze.
Andrew próbował opanować samochód. Wpadli w poślizg.
- Złapcie się czegoś!- Wykrzyczał Harry.
Wszyscy próbowali znaleźć coś czego będą mogli się złapać.
Harry złapał się barierki w kuchni tym samym trzymając Megan. Camper uderzył zderzakiem o drzewo.
- Wszyscy cali? - Zapytał Andrew.
- Tak,chyba tak. - Powiedział Cody.
Jane ujrzała przez szybę dwa mutanty które próbowały wejść do środka.
- Co to za powtory? - Zrobiło jej się nie dobrze na ich widok.
Ich twarze wyglądały jakby były popalone. Miały dziury na twarzy z których wydostawał się zółto-brązowy śluz. Ich oczy były przekrwione. Z ich ust wydobywał się jakby ciemno zielony szlam,miały dość długie palce,chwiali się na boki wydobywając z siebie nieprzyjemny dla uszu,chrząkliwy dźwięk. Skyler wyjęła z szafki siekierę do drewna oraz dość spory nóż podając je dla Harrego i Andrew'a. Obaj wyszli z auta szeroko otwierając drzwi.
- Zamknij je Skyler. - Wykrzyczał w stronę kobiety. Jak powiedział, tak zrobiła.
- Dwóch na dwóch. - Harry ułożył wygodnie palce na siekierze. Głodne postacie ruszyły w ich stronę. Harry trafił jednego w przedramię i je zmiażdżył, potem siekierę uderzyła kolejnego w bok głowy w której wydobył się zapach padliny. Padł na ziemię, ale robiło ich się coraz więcej,nie miał pojęcia jak mają zabić ich wszystkich. Wymachiwał na oślep siekierą,broniąc się.
Andrew zatopił nóż między żebrami jednego z nich. Wbił nóż ponownie przesuwając go mocno w dół dzięki czemu pochlastał jego wnętrzności lub to co z nich zostało. Na jego dłoni pojawił się lepiący śluz,przypominający ropę.
- O jezu. - Zrobiło mu się niedobrze, podbiło mu się. Wbił nóż ostatni raz. Bestia wiła się, aż wreście upadła. Następnie jego nóż znalazł się między oczami kolejnego z nich. Zombie zachrząknął wymachując łapami. Zaczęli dobijać leżące w rowie potwory łamiąc im kości, kopiąc. Harry podniósł się mówiąc do kolegi.
- Chyba już nie wstaną,chodźmy. Muszę być pewny że Jennifer i Hope są bezpieczne.
- Lubisz je co? - Zaśmiał się Andrew.
- Są niesamowite. Ty też je lubisz. - Próbował uciec od tematu.
- Spokojnie, Jennifer jest twoja. - Klepnął go w ramie.
Wróciwszy do campera Skyler powiedziała:
- Jesteście cali,jak dobrze.- Posłała szczery uśmiech dla Andrew.
- Ja poprowadzę,wy odpocznijcie. - Powiedziała Jane siadając za kierownicę.
Odjechali z tego okropnego miejsca.
- Długo ich nie ma,może powinnyśmy wyjść i rozejrzeć się. - Powiedziała Hope.
- To chyba dobry pomysł. - Jennifer uśmiechnęła się delikatnie. Złapała za drzwi po czym otworzyła je ostrożnie rozglądając się. Wyszła z auta mówiąc.
- Jest bezpiecznie,chodź. - Wyciągnęła rękę do dziewczyny. Stanęła obok niej.
Nagle ujrzały nadjeżdżający samochód.
- Jadą. - Nastolatka uśmiechnęła się do kobiety.
Samochód zatrzymał się. Harry wybiegł z samochodu idąc szybkim krokiem do niej.
- Jesteś cała? - Zapytał zmartwiony,przejechał wzrokiem po jej ciele.
- Jestem cała. - Ustała na palcach po czym wtuliła się w niego mocno. Jedną dłonią ujęła jego głowę a drugą położyła na plecach. Harry Uśmiechnął się sam do siebie. Objął ją delikatnie,była taka drobna.
- Co ci się stało? - Przejechała dłonią po jego policzku.
- To tylko małe zadrapanie,na prawdę.
- Dobrze. -Po chwili Jennifer uśmiechnęła się do niego i poszła do reszty. Mężczyzna podszedł do dziewczyny przytulając ją mocno i podnosząc.
- Ał, udusisz mnie. - Hope zaczęła się smiać również go przytulając.
- Cieszę się że obie jesteście całe.
- My też się cieszymy że ty jesteś cała.
Wszyscy wrócili do campera. Cody usiadł obok Hope.
- Mogę?
- Jasne. - Uśmiechnęła się.
Jennifer i Harry również usiedli obok siebie. Spojrzał na nią po czym objął ją swoim ramieniem. Położyła głowę na jego klatce piersiowej. Między nimi było coś. Harry na pewno nie odpuści. Andrew odpalił campera, po chwili odjechali. Minęli miejsce w którym doszło do walki. Cody opowiadał Hope co tam się stało. Przecież to był dopiero początek walki...
- Dziękuję. - Powiedziała patrząc na niego.
- Za co? - Zaśmiał się rzucając wzrok w lusterko.
- Za to że starasz się wszystkich chronić. - Uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie ma za co.
- Jest. - Dodała szybko. - Gdyby nie ty, kto wie co stałoby się z Hope. Teraz wiem że jest bezpieczna.
- Jej matka nie żyje. - Powiedział zżalonym głosem.
- Co? - Jej serce zabiło szybciej,zrobiła zdziwioną minę.
- Zżarły ją..te bestie. Zdążyliśmy uratować tylko ją.
- O boże.. - Przejechała opuszkami palców po swoich włosach przeczesując je nerwowo.
- Ona chyba to wszystko widziała..stała za drzewami wpatrzona w tamtą stronę.. ciężko zapomnieć o czymś takim.
Jennifer nie potrafiła sobie wyobrazić jak bardzo dziewczyna była przerażona, jak bardzo płakała musząc uciekać nie wiedząc co będzie dalej.
Samochód zaczął powoli zwalniać.
- Co jest? Powiedział Harry do siebie rozglądając się dookoła.
- Co się dzieję? - Zapytała wpatrując się na niego.
- Chyba..nie mamy benzyny. - Spojrzał na nią.
- Zaraz wrócę,obudź Hope. - Powiedział wysiadając z auta po czym zaczął biec za camperem.
- Hope? Wstawaj. - Powiedziała do niej delikatnie próbując ją obudzić.
- yhmm..- Nastolatka otworzyła oczy przecierając je dłońmi. Ziewnęła.
- Coś się dzieję? - Zapytała zaspana.
- Skączyła nam się benzyna, Harry pobiegł zawiadomić resztę.
Rozejrzała się dookoła,ziewnęła ponownie.
- Długo jechaliśmy? - Spojrzała na Jen.
- Sama nie wiem, ale ponad 3 godziny na pewno. Wyspałaś się? - Zapytała z uśmiechem.
- Czy ja wiem..trochę. - Zaśmiała się melodyjnie.
- Jest ktoś głodny? - Zapytała Jane spoglądając na resztę ludzi w camperze.
- Ja nie,ale mogłabyś dać mi wody? - Rzuciła pytaniem Megan.
- Tak,tak. - Sięgnęła po szklankę którą po chwili zapełniła do połowy. Podała ją kobiecie.
- Dzięki. - Uśmiechnęła się delikatnie biorąc od niej wodę. Napiła się.
Cody nieustannie patrzył w tylnią szybę. Po chwili zauważył że coś lub ktoś próbuje ich dogonić dziwnie wymachując rękoma.
- Hej,zatrzymajmy się.. Czy to nie jest Harry? - Wykrzyczał do reszty.
Skyler wyjrzała szybko przez tylnie okno potwierdzając.
- Andrew,zatrzymaj się.
Mężczyzna zatrzymał samochód po czym wyszedł do niego.
- Co jest? - Zapytał zdziwiony.
- Skączyła nam się benzyna, dziewczyny zostały w aucie. - Wymamrotał zmęczony. Oparł swoje dłonie na kolanach.
- Co teraz? - Zapytał biorąc głęboki oddech.
- Zawrócimy się po nie. - Powiedział.
- Wsiadaj do campera. - Oznajmił Andrew.
Oboje wrócili do samochodu.
- Zawracamy się po Hope i Jennifer. Skączyła im się benzyna,musimy wrócić.
- Nic im nie jest?- Zapytała Megan patrząc na Harrego.
- Mam taką nadzieję..- Westchnął.
Zamknął drzwi po czym odpalił camper. Zawrócił.
- Wiecie że nam również zostało mało benzyny? - Rzucił Andrew.
- Nie starczy nam aby zabrać je stamtąd i znaleźć bezpieczne miejsce? - spytała Skyler.
- To nam nie wystarczy. Mamy za mało jedzenia,nie mamy broni,nie mamy gdzie spać,potrzebujemy leków. Potrzebujemy wszystkiego...- Oznajmiła smutno Megan.
- Tym możemy zająć się jutro prawda? - Zapytał zestresowany Cody.
- Tak,nie martw się,wszystko będzie dobrze. - Powiedziała Jane próbując uspokoić chłopca.
- Dobrze. - Powiedział.
Nagle zdeformowana postać pojawiła się na drodze.
Andrew próbował opanować samochód. Wpadli w poślizg.
- Złapcie się czegoś!- Wykrzyczał Harry.
Wszyscy próbowali znaleźć coś czego będą mogli się złapać.
Harry złapał się barierki w kuchni tym samym trzymając Megan. Camper uderzył zderzakiem o drzewo.
- Wszyscy cali? - Zapytał Andrew.
- Tak,chyba tak. - Powiedział Cody.
Jane ujrzała przez szybę dwa mutanty które próbowały wejść do środka.
- Co to za powtory? - Zrobiło jej się nie dobrze na ich widok.
Ich twarze wyglądały jakby były popalone. Miały dziury na twarzy z których wydostawał się zółto-brązowy śluz. Ich oczy były przekrwione. Z ich ust wydobywał się jakby ciemno zielony szlam,miały dość długie palce,chwiali się na boki wydobywając z siebie nieprzyjemny dla uszu,chrząkliwy dźwięk. Skyler wyjęła z szafki siekierę do drewna oraz dość spory nóż podając je dla Harrego i Andrew'a. Obaj wyszli z auta szeroko otwierając drzwi.
- Zamknij je Skyler. - Wykrzyczał w stronę kobiety. Jak powiedział, tak zrobiła.
- Dwóch na dwóch. - Harry ułożył wygodnie palce na siekierze. Głodne postacie ruszyły w ich stronę. Harry trafił jednego w przedramię i je zmiażdżył, potem siekierę uderzyła kolejnego w bok głowy w której wydobył się zapach padliny. Padł na ziemię, ale robiło ich się coraz więcej,nie miał pojęcia jak mają zabić ich wszystkich. Wymachiwał na oślep siekierą,broniąc się.
Andrew zatopił nóż między żebrami jednego z nich. Wbił nóż ponownie przesuwając go mocno w dół dzięki czemu pochlastał jego wnętrzności lub to co z nich zostało. Na jego dłoni pojawił się lepiący śluz,przypominający ropę.
- O jezu. - Zrobiło mu się niedobrze, podbiło mu się. Wbił nóż ostatni raz. Bestia wiła się, aż wreście upadła. Następnie jego nóż znalazł się między oczami kolejnego z nich. Zombie zachrząknął wymachując łapami. Zaczęli dobijać leżące w rowie potwory łamiąc im kości, kopiąc. Harry podniósł się mówiąc do kolegi.
- Chyba już nie wstaną,chodźmy. Muszę być pewny że Jennifer i Hope są bezpieczne.
- Lubisz je co? - Zaśmiał się Andrew.
- Są niesamowite. Ty też je lubisz. - Próbował uciec od tematu.
- Spokojnie, Jennifer jest twoja. - Klepnął go w ramie.
Wróciwszy do campera Skyler powiedziała:
- Jesteście cali,jak dobrze.- Posłała szczery uśmiech dla Andrew.
- Ja poprowadzę,wy odpocznijcie. - Powiedziała Jane siadając za kierownicę.
Odjechali z tego okropnego miejsca.
- Długo ich nie ma,może powinnyśmy wyjść i rozejrzeć się. - Powiedziała Hope.
- To chyba dobry pomysł. - Jennifer uśmiechnęła się delikatnie. Złapała za drzwi po czym otworzyła je ostrożnie rozglądając się. Wyszła z auta mówiąc.
- Jest bezpiecznie,chodź. - Wyciągnęła rękę do dziewczyny. Stanęła obok niej.
Nagle ujrzały nadjeżdżający samochód.
- Jadą. - Nastolatka uśmiechnęła się do kobiety.
Samochód zatrzymał się. Harry wybiegł z samochodu idąc szybkim krokiem do niej.
- Jesteś cała? - Zapytał zmartwiony,przejechał wzrokiem po jej ciele.
- Jestem cała. - Ustała na palcach po czym wtuliła się w niego mocno. Jedną dłonią ujęła jego głowę a drugą położyła na plecach. Harry Uśmiechnął się sam do siebie. Objął ją delikatnie,była taka drobna.
- Co ci się stało? - Przejechała dłonią po jego policzku.
- To tylko małe zadrapanie,na prawdę.
- Dobrze. -Po chwili Jennifer uśmiechnęła się do niego i poszła do reszty. Mężczyzna podszedł do dziewczyny przytulając ją mocno i podnosząc.
- Ał, udusisz mnie. - Hope zaczęła się smiać również go przytulając.
- Cieszę się że obie jesteście całe.
- My też się cieszymy że ty jesteś cała.
Wszyscy wrócili do campera. Cody usiadł obok Hope.
- Mogę?
- Jasne. - Uśmiechnęła się.
Jennifer i Harry również usiedli obok siebie. Spojrzał na nią po czym objął ją swoim ramieniem. Położyła głowę na jego klatce piersiowej. Między nimi było coś. Harry na pewno nie odpuści. Andrew odpalił campera, po chwili odjechali. Minęli miejsce w którym doszło do walki. Cody opowiadał Hope co tam się stało. Przecież to był dopiero początek walki...
______________________________________________________
twitter: @awhmylove
Podoba mi się ten rozdział,jest dłuższy no i wogle. Coś czuję że połączę tutaj kogoś w parę,wiecie o kim mówię? :)
A tak wogle,to jesteście cudowni tworząc Jope { Hope i Jennifer }
Kocham was,do następnego.
ps. Chcielibyście zobaczyć jakąś nową postać,hmm?
każdy komentarz się liczy. Przyjmuję każdą opinię. Pozwalam na zostawianie linków waszych opowiadań.
zapewne chodzi ci o harry'ego i jennifer :D
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny rozdzial :))
super ,aż mnie dreszcz przeszedł ,czekam na następny rozdział <3
OdpowiedzUsuńPodpisuję się pod komentarzami wyżej.
OdpowiedzUsuńaż mnie ciarki przeszły :)
OdpowiedzUsuńKurde, to opowiadanie nie jest na moje narwy... ale i tak przeczytałam xD Kurde, będę się dzisiaj bała zasnąć :D Ale ogólnie bardzo podoba mi się wątek J.L.H. bo ją uwielbiam, mam tylko jedno pytanie. Ile lat ma Hope?
OdpowiedzUsuńP.S. Świetnie dobrana muzyka <3
hahahaha,aż takie straszne? :D
UsuńWszystkie uczucia które odczuwa Hope do Jennifer należą do mnie :)
Hope ma lat 15. :)
Bardzo dziękuję! xo