sobota, 22 czerwca 2013

I



- Hope ma astmę..- Wystękał.
- Co? - Oczy ponownie jej się zaszkliły.
- I nie ma inhalatora..  




- Co jeśli nie użyje inhalatora podczas ataku? - Spojrzała na nich. Ręce jej się trzęsły.
- Udusi się..- Oznajmiła Megan przeczesując opuszkami palców włosy.
Jennifer schowała twarz w dłonie,nie mogła opanować łez.
- Cody nie żyje..jeżeli coś stanie się Hope..- Chciała dokończyć zdanie kiedy Harry dodał.
- Nie martw się,znajdziemy ją. Obiecuję. - Kucnął przy niej.
- Musimy wziąć się za poszukiwania. Ile mamy takich inhalatorów? - Zapytał Andrew. Jane zajrzała do torby szukając leków. 
- Dwa..nie,czekaj trzy. Mamy trzy inhalatory i sporo masek powietrznych. - Powiedziała.
- Dobrze. Rozdzielimy się i zaczniemy jej szukać,każda grupka weźmie inhalator i maskę tlenową,też się przyda. Odetniemy od niej nieświeże powietrze. - Powiedziała Skyler.
- To co? Jennifer z Harrym,Ja z Jane a Megan ze Skyler? - Zapytał spoglądając na ich twarze.
- Okej,może być. - Powiedziała Jane.
Każda grupa zapakowała potrzebne rzeczy po czym rozeszli się,każdy w inną stronę.


Cisza. Słychać było tylko dźwięk łamanych gałęzi pod ich stopami. Rozglądali się dookoła bardzo uważnie.
- Hope? - Wykrzyczała Jennifer oglądając się dookoła.
- Hope? - To samo zrobił Harry zwracając uwagę na każdy, najmniejszy szczegół. 
- Niedługo będzie się ściemniać, znalezienie jej po zmroku będzie nie lada wyzwaniem. - Oznajmiła spoglądając na niego kątem oka.
- Znajdziemy ją. Astmik nie uciekłby daleko. Zapewne schowała się w jakimś dole, może za krzakami.
- Mam taką nadzieję.  - Pociągnęła nosem.

*Jennifer's pov*
Nie mogę powiedzieć jak się wtedy czułam. To moja wina. Jestem pewna że to moja wina, moja i nikogo innego. Czułam się okropnie bo wiem że jedno dziecko zginęło a drugie może zginąć. Musimy ją znaleźć, bo nie wybaczę sobie tego. Potrzebowałam tego promiennego uśmiechu którym mnie obdarowywała mimo strachu. Chciałam ją przytulić i powiedzieć że pokochałam ją kiedy tylko ją zobaczyłam, kiedy powiedziała mi że uratowałam jej życie..chciałam to zrobić jeszcze raz. Nie myślałam o niczym innym,nic się nie liczyło. 

* Harry's pov*
Nigdy nie miałem rodziny, takiej prawdziwej, ale poczułem że Jennifer..że z nią mógłbym ją mieć, a Hope? Nie dało się jej nie kochać. Wszystkich zarażała uśmiechem. Ją i Jennifer łączy coś czego nie potrafię nazwać. Obiecałem sobie że ją znajdę i sprawię że obie będą bezpieczne. Nie znam ich długo, ale chcę.



- Chyba ich zgubiłam. - Wyszeptała do siebie Hope. Zatrzymała się na chwilę opierając swoje chłodne dłonie na kolanach. Opuściła głowę w dół biorąc głębokie wdechy. Przysiadła na pagórku rozglądając się dookoła. Wszędzie widziała tylko zieleń, gałęzie, kamienie. Po kilku minutach odpoczynku ruszyła w przeciwną stronę. Szła próbując stawiać jak najcichsze kroki, rękoma odpychała gałęzie drzew które były dosłownie wszędzie. Jej wzrok przykuła srebrna, wysoka brama która drażniła jej oczy.  Przyśpieszyła tempo. Prawie dochodząc poczuła mocny ucisk w głowie padając na ziemię.


- Jest coraz ciemniej, powinnyśmy wracać. - Powiedziała Megan.
- Też tak sądzę, może ktoś już ją znalazł. - Dodała Skyler  kierując wzrok na kobietę. 
Rozejrzały się ostatni raz dookoła po czym zmieniły kierunek. Nie odeszły daleko, więc po kilkunastu minutach znalazły się w camperze w którym zastały Andrew i Jane.
- Co wy tu robicie? już nie szukacie? - Zapytała Megan.
- Szukaliśmy dość daleko, ale nigdzie nie było po niej śladu. Nie mogła uciec daleko z astmą. - Oznajmił mężczyzna.
- Po za tym, już jest ciemno. Tak i tak nic byśmy nie zdziałali szukając po zmroku.- Rzuciła Jane.
- Jasne,rozumiem..zróbmy coś na kolację i poczekajmy na Jennifer i Harrego. - Odpowiedziała Skyler.


- Jennifer? wracajmy już. To nie ma sensu, jutro z rana wyjdziemy i dalej będziemy jej szukać. - Zatrzymał się patrząc na nią.
- Co? nie..jak chcesz to idź, ja będę szukać dalej. Musi gdzieś tu być. - Rzuciła z uśmiechem.
Harry złapał kobietę za rękę po czym przyciągnął ją do siebie.
- Wrócimy do camperu, położymy się spać. Wstaniemy rano i pójdziemy jej szukać. Będzie jasno, wszystko będziemy mogli zobaczyć. Może będą jej ślady. Teraz nic nie zdziałasz. Sama ledwo idziesz, jeszcze tobie coś się stanie. Chodźmy..proszę.
Spojrzała na niego zawiedzioną miną, jej oczy zalały się łzami lecz starała się jak najbardziej je powstrzymać. Złapała go za dłoń splatając ich palce. Zawrócili się w stronę samochodu.



Ranek. Słońce drażniło zamknięte powieki Hope. Obróciwszy się na drugą stronę poczuła lekki zapach tulipanów które tak bardzo lubiła. Przetarła oczy kiedy poczuła czyjś dotyk na swoich nogach. Otworzyła szeroko oczy i podniosła się dynamicznie. Znajdowała się w dość sporym, jasno- błękitnym pokoju. Spodobał jej się. Nie wiedziała do końca co się dzieje. Leżała na łóżku, pod białą pościelą. Nagle usłyszała melodyjny chichot. Jej wzrok przeniósł się na nogi, w których ujrzała małą osóbkę. Była nią młoda dziewczynka siedząca na jej nogach. Zakrywała swoją delikatną dłonią usta które nie mogły powstrzymać się od uniesienia kącików. 
- Cześć! - Wypowiedziała szybko dziewczynka patrząc się z zaciekawieniem na Hope.
Uśmiechnęła się do niej szeroko lecz z niewielkim zdziwieniem.
- Cześć robaku. - Opuszkami palców połaskotała dziecko po małym brzuszku.
- Jak się nazywasz? - Zapytała.
- Jestem Sophia. - Uśmiech na jej twarzy cały czas się utrzymywał.
- Ja jestem Hope. - Odwzajemniła uśmiech.
Nagle do pokoju weszła dość wysoka, szczupła blondynka.
- Sophia..- Spojrzała na dziecko z rozczarowaniem.
- Miałaś nie budzić naszego gościa,pamiętasz?
Dziewczyna spojrzała się na małą osóbkę widząc że jest ona lekko zakłopotana.
- Nic się nie stało, na prawdę. -  Oznajmiła szybko przenosząc swój wzrok na kobietę.
- Skoro tak. Jestem Leslie, mama tego łobuza. - Zaśmiała się po czym uniosła córkę do góry biorąc ją na ręce.
- ja jestem..
- To jest Hope! - Wykrzyczała radośnie dziewczynka.
Kobieta spojrzała na nią roześmiana.
- Przepraszam, ale co tutaj robię? jak się tutaj znalazłam?
- To wszystko sprawa tego małego brzdąca, uderzyła cię kamieniem w głowę..oczywiście niechcący.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało kochanie. - Uśmiechnęła się do dziecka aby pokazać jej że nie gniewa się na nią.
- Dobrze skarbie. Więc Hope..na pewno jesteś głodna, chodź. Śniadanie na stole.- 
Zachęciła ją. Dziewczyna podniosła się z łóżka. Wzięła głęboki wdech, a po chwili ruszyła za nią. Wchodząc do kuchni ujrzała kilka nowych twarzy.
Wszyscy spojrzeli się na dziewczynę.
- Dzień dobry. - Powiedziała speszona.
- Cześć słoneczko. - Powiedziała kobieta układająca talerze na stole. Była dość szczupła i wysoka. Jej brązowe oczy spodobały się Hope.
- Siadaj.Po chwili wszyscy zasiedli do stołu, Sophia usiadła obok dziewczyny posyłając jej radosny uśmiech. 
- Ja jestem Mandy. A to jest Daniel i Victor. - Oznajmiła jej, nakładając kilka naleśników na jej talerz.
- Dziękuję. - Podziękowała za nałożenie posiłku. Sięgnęła lewą ręką po widelec.
- A więc..Hope..tak? Jak się tutaj znalazłaś? Był ktoś z tobą?- Pytanie zadał jej starszy mężczyzna który popijał czarną kawę. Rzucił na nią wzrok, ukazał jej swoje zainteresowanie.
- Musiałam uciekać od tych bestii. Goniły mnie przez pół lasu. Zżarły mojego kolegę. Nie,nie byłam sama. Było jeszcze sześć osób, cztery kobiety i dwóch mężczyzn. Tymczasowo mieszkaliśmy w camperze.- Oznajmiła. Zaczęła spożywać śniadanie. 
- Mógłbym po nich jechać. Jest tutaj dużo miejsca, na pewno wszyscy sie pomieszczą. - Odpowiedział do nastolatki. - Chciałabyś?
Połknęła ciężko kawałek naleśnika. - O boże, tak. Zrobiłby to pan? - Spojrzała na niego z nadzieją.
- Tak, nawet zaraz. Mamy dużo samochodów, na pewno nie są daleko i na pewno chcieliby zobaczyć cię całą. Podaj mi imię osoby którą mam znaleźć.
- Jennifer,proszę, znajdź ją.Dziękuję.. tak bardzo dziękuję. - Położyła prawą dłoń na swojej piersi biorąc głęboki wdech. 
- Nie ma sprawy, dokończ teraz śniadanie. - Zaśmiał się po czym ponownie napił się swojej kawy dokańczając ją.



Śniadanie nie trwało długo. Wszyscy zjedli i odeszli od stołu. Victor zebrał się i wyjechał na poszukiwanie grupy.  Leslie zaczęła zbierać brudne naczynia. 
- Pomóc ci? - Zapytała Hope patrząc na kobietę.
- Tak. - Uśmiechnęła się do niej patrząc na nią kątem oka.
Zaczęła zbierać talerze, włożyła je do zlewu. 
- A więc..w tym camperze jest twoja mama? tata? ktoś dla ciebie wyjątkowy? - Zapytała kobieta zmywając naczynia. 
- Moja mama zmarła..niedawno. Z tatą nie mam kontaktu, ale jest ktoś wyjątkowy..moja idolka,jest tam i muszę ją zobaczyć. - Zebrała resztę rzeczy ze stołu wrzucając je do zlewu. Schowała miód do lodówki.
- Bardzo mi przykro. 
- Dziękuję. A ty? masz tu kogoś oprócz Sophi?- Stanęła obok niej opierając się o blat kuchenny.
- Nie..Miałam męża, nie wiem gdzie teraz jest, nie wiem czy żyje. Mam tylko ją,więc nie mogę dopuścić do tego aby coś jej się stało. - Jej wzrok pusmutniał. Widziała jakąś pustkę na jej twarzy. 
- Sophia jest adoptowana. - Rzuciła szybko.
- Ou..nie wiedziałam. - Odpowiedziała lekko zagubiona.
- Razem z mężem staraliśmy się o dziecko na nic. Postanowiliśmy że zaadoptujemy ją. Miała niecałe 3 miesiące kiedy zabraliśmy ją do domu. Andrew był najlepszym ojcem jakiego widziałam, świata poza nią nie widział. - Do oczu kobiety napłynęły łzy, szybko je wytarła.
- Przepraszam..mogłabyś powtórzyć jego imię?
- Andrew, czemu pytasz? - Zapatrzyła się na nią.
- Nie,nic. Po prostu w tym camperze był taki Andrew. Wysoki,dobrze zbudowany, lekko zarośnięty. - Zaśmiała się.- Ale to chyba nie on.
Kobieta patrzyła na nią zamurowana. - Nie, to nie możliwe żeby mój mąż przeżył. - Wmawiała sobie ponieważ nie była w stanie uwierzyć.
- Może masz rację. Mogłabym się przejść?
- Tak. Mogę pójść z tobą? trochę świeżego powietrza mi się przyda.
- Oczywiście. - Odpowiedziała dziewczyna unosząc delikatnie kąciki ust.
Po kilku minutach wyszły z jednego z domków rozglądając się dookoła. Hope ujrzała małe miasteczko. Dzieci bawiły się piłką, dorośli siedzieli na ławce. Wszystko było takie spokojne, nie pomyślałaby że to wszystko dzieję się na prawdę. Spacerowały dookoła małej fontanny która znajdowała się za domkiem.



Harry obudził się wtulony w pierś Jennifer. Otworzył szerzej oczy po czym ziewnął. Kobieta jeszcze spała. Złożył pocałunek na jej szyi delikatnie ssąc skórę na niej. Ustami wędrował wyżej składając pocałunki. Jej oczy lekko się otworzyły a kąciki jej ust uniosły. Mężczyzna czule wpił się w jej usta przedłużając pocałunek. Oczy Jennifer ponownie się zamknęły. Przygryzła jego wolną wargę ciągnąc ją delikatnie w swoją stronę. 
- Dzień dobry piękna. - Wyszeptał w jej stronę unosząc wzrok. Przyłożył swoje czoło do jej łącząc czubki nosów.
- Dzień dobry. - Zaśmiała się melodyjnie. Chcąc ponownie złożyć pocałunek na jego ustach usłyszała dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Wszystkich zbudził dźwięk ciężkich opon przejeżdżających po kamiennej drodze. Auto zatrzymało się po chwili a z przed kierownicy wysiadł starszy mężczyzna, Victor. Rozejrzał się dookoła badając teren wzrokiem. Wszyscy zerwali się na równe nogi. Harry, Andrew, Jennifer i Jane wysiedli z camperu podchodząc ostrożnie do mężczyzny.
- Możemy w czymś pomóc? - Zapytała Jane.
- Szukam Jennifer. - Powiedział oznajmującym głosem.
- To ja. - Podeszła bliżej nadal utrzymując bezpieczną bliskość przy Harrym.
- Hope na panią czeka.



_______________________________________________________
Cześć wszystkim :) Na początku bardzo przepraszam że tak długo nie było rozdziałów, ale z moim stanem psychicznym jest ciężko i nie mogłam się skupić na pisaniu tego, nie miałam weny. Nie mogłam napisać nawet jednego zdania. Rozdział jest odrobinę krótszy, ale kolejny powinien już być normalny oraz powinna pojawić się scena +18. Wiecie może między kim? Nie wiecie jak się cieszę czytając wasze komentarze, 15 komentarzy- 15 uśmiechów. Podnosicie mnie na duchu, wiecie o tym? Walczyłam dla was, żeby napisać to i dać wam coś do czytania. Mam nadzieję że się spodoba. Bardzo was kocham i dziękuję za każdy cudowny komentarz. xo

twitter: @awhmylove