wtorek, 28 maja 2013

T

 Rozdział zawiera sceny walki oraz opisy które mogą spowodować niesmak.

 Andrew odpalił campera, po chwili odjechali. Minęli miejsce w którym doszło do walki. Cody opowiadał Hope co tam się stało.  Przecież to był dopiero początek walki...



Słońce delikatnie przebijało się przez chmury. Było kilka minut po godzinie 11. Wszyscy jeszcze spali,za dużo emocji. Tamtej nocy dojechali do małej wioski w której zatrzymali się na noc. Każdy musiał odpocząć,mieli tyle do zrobienia. Spali na siedząco. Pierwszy przebudził się Harry znajdując Jennifer w swoich ramionach.
Przejechał dłonią po jej ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie. Ujął jej głowę w swoje ręce po czym oparł ją o siedzenie. Wstał ostrożnie próbując nie obudzić nikogo. Schował do kieszeni nóż a w dłoń wziął siekierę. Wyszedł z camperu aby się rozejrzeć.
Zamknął za sobą cicho drzwi. Ruszył w stronę kilku zdemolowanych domków z nadzieją że znajdzie coś co przyda im się. Cały czas rozglądał się dookoła. Wsłuchiwał się w każdy,nawet najmniejszy szelest. Cicho i w skupieniu lekko otworzył drzwi domu. Wszedł do środka badając otoczenie. Nagle z pokoju obok wyszła bestia która wyglądała na głodną.
- Cholera. - Jęknął Harry. Złapał siekierę w obie ręce. Zamachnął się nią w powietrzu trafiając w stroń mutanta który po chwili ryknął i padł na ziemię wijąc się. Z Jego głowy zaczął wypływać żółto-brązowy śluz od którego robiło się nie dobrze,a ten zapach aż zwalał z nóg. Ruszył jak najszybciej w stronę salonu rozglądając się za czymś przydatnym.  Otworzywszy szafę,znalazł w niej dość sporą torbę która na pewno mu się przyda. Zrzucił z wieszaków kilka swetrów którymi będą mogły ogrzać się dziewczyny. Poszedł do kuchni. Otworzywszy lodówkę zaczął szukać wzrokiem wszystkiego co dało się jeszcze zjeść. 
- jakieś mleko,jajka,trochę mięsa. - Sprawdził datę po czym wrzucił wszystko do torby. Jego wzrok przykuła zgrzewka wody która stała obok starej kuchenki.


Megan przytworzyła delikatnie oczy zasłaniając je ręką,słońce wpadało do campera rażąc jej oczy. Przeciągnęła się ziewając. Od razu dało się zauważyć że kogoś brakuje.
- Wstawajcie wszyscy. - Powiedziała dość donoście próbując zbudzić każdego.
Każdy po kolei otwierał oczy budząc się powoli. Hope podrapała się po głowie.
Jennifer budząc się poklepała miejsce obok,było puste. Natychmiast się przebudziła.
- Nie ma Harrego..gdzie jest Harry? - Zdenerwowała się. 
- Pójdę go poszukać. - Oznajmiła.
- Nie. Poczekamy tu wszyscy. - Powiedział Andrew.
- Na pewno zaraz wróci,może poszedł się załatwić,przejść się..- Dodał Cody.
- Może macie racje. - Usiadła zmartwiona.
Czekali na niego dość długo. Mijała godzina za godziną a jego nadal nie było.
Każdy martwił się coraz bardziej,ale Jennifer..była tak zdenerwowana i przejęta że była gotowa iść go szukać nie przejmując się tym co się jej stanie. Czuła coś do niego,jak go tylko zobaczyła. Czuła do niego coś co nie pozwala jej racjonalnie myśleć. Stojąc obok niego czuje motylki w brzuchu,na jego widok uśmiecha się. 
Myśl że nic nie może zrobić niszczyła ją od środka,mimo że nie znała go długo,czuła że jest dla niej ważny.


Harry przeszukał cały dom aby znaleźć coś co będzie mu potrzebne. Zdobył jedzenie,ubrania,3 śpiwory,kilka ostrzejszych noży, paczkę zapałek,2 latarki a nawet  namiot który na pewno im się przyda. Był z siebie dość dumny,miał nadzieję że oni też będą. Wychodząc z domku zauważył kilkoro zdeformowanych ludzi. Wrócił się szukając innej drogi do wyjścia. Próbował przecisnąć się przez wejście dla psa. Zabrał ze sobą wszystko co mógł po czym ostrożnie i cicho udał się w stronę campera. 
Próbował uniknąć kontaktu z bestiami chowając się za drzewami. Po kilkuset metrach droga oczyściła się i bezpiecznie mógł wracać. Słońce nagrzewało go jeszcze bardziej,spocił się. Postanowił zdjąć swój brudny,biały t-shirt wrzucając go do torby. Przejechał dłonią po swoim umięśnionym brzuchu. Szedł dalej,z daleka dostrzegał już samochód. Po kilkunastu minutach wszedł do campera.
- O,wstaliście już wszyscy. - Zaśmiał się rzucając wielką torbę na podłogę w aucie.
Andrew szturchnął go w ramie mówiąc.
- Gdzie byłeś tyle godzin? Martwiliśmy się o ciebie. Wychodzisz sobie od tak nie zostawiając żadnego znaku,nie zostawiając nic.. - Zrobił skwaszoną minę.
- Martwiliście się? Kilka kilometrów stąd znalazłem wioskę w której udało mi się zdobyć dla nas jedzenie,ubrania,prawie wszystko co jest nam potrzebne.
- Dzięki że tak się poświęcasz. - Powiedziała Skyler.
Jennifer wstała po czym podeszła do niego mówiąc.
- A gdyby coś ci się stało? Nikt nie wiedziałby gdzie jesteś,czy wrócisz i gdzie cię szukać..pomyślałeś? - Zderzyła się z jego ramieniem wychodząc z pojazdu.
- Zaczekaj..- Wyszedł za nią pośpiesznie.
Kobieta szła w stronę małego stawu który znajdował się kilkadziesiąt metrów od campera. 
- No zaczekaj,proszę...- Wyjąknął. Ona nie ulegała.
- Jennifer! - Pociągnął ją za rękę po czym oparł ją o duże drzewo,przysunął się do niej. Położył swoje czoło na jej czole. Swoją męską dłoń ułożył na jej talii. 
- Przepraszam,nie pomyślałem że się tak przejmiesz.
- Bałam się..cholernie się o ciebie bałam. - Wyszeptała unosząc wzrok.
Przejechała niepewnie dłonią po jego nagim torsie.
- Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo chcę cię teraz pocałować..- Wystękał.
- Muszę sobie wyobrażać? - Wzięła głęboki wzdech uśmiechając się delikatnie.
Harry stał przy niej tak blisko że czuł jej oddech na swojej szyi. 
Przymknął oczy po czym przyłożył swoje usta do jej ust,złożył na nich namiętny pocałnek. Przeszły ją ciarki. Zamknęła kompletnie oczy,zarzuciła dłonie na jego szyję.
- mm. - Mruknął. Zacisnął dłonie na jej talii. Otworzył oczy,przejechał czubkiem nosa po jej nosie. Uśmiechnęła się szeroko.
- Podobało mi się to.. - Powiedział Harry śmiejąc się.
- Mi też. - Przygryzła dolną wargę. 
- Chodź,zjemy coś. - Powiedział zachęcająco. Wyciągnął dłoń w jej stronę.
- Dobrze. - Uśmiechnęła się po czym złapała swoją malutką dłonią jego dłoń ściskając ją. Oblizała swoje usta.
- Gdzie zgubiłeś koszulkę? - zaśmiała się melodyjnie.
- Jest gorąco..ty nie chcesz zdjąć swojej? - zapytał łobuzersko.
Jennifer uśmiechnęła się w ukryciu. Klepnęła go w ramie. Weszli do campera z którego zapach roznosił się dookoła.
- Co tak ładnie pachnie? - Zapytała wąchając.
- Śniadanie. - Powiedziała Hope posyłając jej uśmiech.
- Razem z Megan zrobiłyśmy jajecznicę. Chcecie? - Zapytała patrząc na nich.
- Tak.
- Poproszę.
Wszyscy razem usiedli do śniadania. Nie było wygodnie jeść na siedząco bez żadnego stołu.
- Co teraz będzie? Zostajemy tutaj czy jedziemy dalej? - Zapytała dziewczyna kończąc posiłek.
- Musimy jechać,znaleźć jakiś domek czy coś podobnego. Musimy mieć leki na wszelki wypadek a o broni już nie wspomnę. Nie damy sobie rady jak nadejdzie ich więcej. Powiedział Andrew patrząc na każdego po kolei.
- Wiem że nikomu nie jest wygodnie cały czas siedząc tu. Nie możecie wyjść,odejść za daleko, ale jest nas mało..nikt z nas nie może zostać ranny.
- Nie no..rozumiem. Na prawdę, przecież damy sobie radę. - Powiedziała jakby chciała go pocieszyć. Kiedy skończyli jeść, Jane zmyła naczynia oraz posprzątała.
- Jedziemy? - Zapytał Cody.
- Tak. Andrew odpowiedział siadając za kierownicą.
Odpalił auto a po chwili ruszyli w stronę z której przyszedł Harry.
- Ten domek wygląda całkiem sensownie. - Powiedziała Skyler.
- Nie możemy się tam zatrzymać. W środku wszystko jest zdemolowane, a poza tym leży tam jeden z tych mutantów,wszędzie rozszedł się zapach padliny. - Rzucił Harry rozglądając się, jakby próbował ukryć co stało się tam poprzednim razem.
- Co masz na myśli mówiąc że jest tam jeden z nich? Taki zapach rozchodzi się od nich od tak? - Zaczęła dopytywać.
- Chyba jeżeli uderzy mu się w łeb, wypływa ta maź od której aż się rzygać chce. - Rzucił Andrew od tak,nie wiedział że Harry próbował ukryć przed Jennifer że spotkał jedną z tych bestii.
- Walczyłeś z jedną z nich..sam. - Spojrzała na niego rozczarowana.
- Stanął mi na drodze,miałem dać się zagryźć? miałem nie walczyć? - Próbował się bronić.
- Nie,no tak..masz rację. - Udawała że wszystko jest okej. Odwróciła głowę w drugą stronę.
- No proszę cię.. - Położył swoją dłoń ja jej kolanie. Odsunęła się od niego delikatnie.
- Wszystko okej.. - Wymamrotała.

Jechali w ciszy. Nikt się nie odzywał. Nagle samochód się zatrzymał. Andrew uderzył dłońmi w kierownicę.
- Cholera. - Syknął.
- Co jest? - Zapytała Megan.
- Nie mamy paliwa..jechaliśmy na rezerwie,ale to już koniec.
- Zbliżamy się do miasta. - Powiedziała Jane.
- Ale do najbliższej stacji jest około 4 km. Będziemy musieli iść piechotą. - Dodała Jennifer.
-  Dość spore te miasto. Więcej zombie.. - Odpowiedział Andrew.
- Mało broni... - Dopowiedział Harry.
- I teraz zaczynają się problemy. - Powiedział Cody.
- Pójdziemy wszyscy? Może pójdę tylko ja i Andrew? - Zapytał Harry.
- Nie będziemy narażać wszystkich.
- Sądzę że Cody i Hope powinni zostać. - Powiedziała Megan.
- Sami? - Zapytał Andrew.
Wszyscy zaczęli się zastanawiać nad tym co mają zrobić,kto ma iść. 
- Odpowiednio się zabezpieczymy,zamkniemy drzwi, będziemy cicho siedzieć i będziemy ostrożni. Damy sobie radę,możecie iść. - Powiedział chłopak.
Jennifer usiadła obok Hope,złapała ją za rękę i spojrzała w oceaniczne oczy.
- Jesteś pewna że chcesz tu zostać? szczerze.
Popatrzyła chwilę na kobietę po czym ukazała uśmiech na swojej twarzy.
- Jestem pewna,nie martw się o mnie. - Ścisnęła jej dłoń.
- Chodź tu. - Wyciągnęła ręce w jej stronę dając jej znak że chce ją przytulić.
Dziewczyna uśmiechnęła się a zarazem przysunęła i wtuliła się w Jennifer.
Zaczęli się zbierać,zabrali ze sobą torbę w której mieli wodę, ubrali na siebie cieplejsze ubrania po czym zaczęli wychodzić.
- Trzymajcie się. Czekajcie aż wrócimy,nie wychodźcie z camperu. - Powiedziała stanowczo Skyler.
- Dobrze. - Powiedziała Hope.
Po chwili zostali sami a Cody zamknął drzwi i zasłonił zasłonki. Włączył mały telewizor który stał w małym saloniku. 
- Myślisz że działa? - Zapytał.
- Nie wiem,zaraz sprawdzimy. - Sięgnęła po pilota,zaczęła przerzucać kanały. 
- Jest! - Zaśmiał się.
- Jeden, dobry kanał. Na dodatek czarno-biały ha! - Zaczęli się śmiać.



Nie było już ich widać. Byli coraz dalej. Po drodze mijali znaki z informacją o kilometrach.
- Mam złe przeczucia..- Powiedziała Jane. - Zostawić dwójkę dzieci samych w camperze na odludziu. - Dodała.
- Ja też żałuję że zostali sami, ale wierzę że dadzą sobie radę. - Powiedział Andrew.
- Widzicie ten wielki sklep? - Zapytał Harry wskazując na rząd budynków.
- Ten Biały? - Zapytała Jennifer.
- Nie. Ten bez drzwi. - Powiedział.
- A tak,ten. Widzę.
- Tam na pewno jest broń, byłem kiedyś w tym sklepie. - Powiedział pewny.
- To dobrze. - Spojrzała na niego uśmiechnięta.
- Raz,dwa wszystko załatwimy i będziemy mogli wracać. - Oznajmił jej pewnie.
- Dziękuję. - Ścisnęła jego dłoń.
- Zawsze. - Uśmiechnął się.
Byli już prawie przy sklepie. 
- Jakoś tu pusto. Myślałam że będzie masa bestii które nas zaatakują,jednak nie widzę ani jednej. - Powiedziała Megan.
- Sądzę że dopiero tu zmierzają, dlatego pośpieszmy się. - Powiedział Harry.
- Hej! Tam jest stacja benzynowa. - Zaśmiała się Jane.
- Idź ze Skyler i napełnijcie te butle dobrze? - Zapytał Andrew.
- Jasne,tak. - Rozdzielili się.
Andrew z Megan poszli do sklepu z bronią,wędkami itp.
Harry i Jennifer weszli do sklepu. Był to raczej market w którym było jeszcze sporo przydatnych rzeczy. Podał jej torbę.
- Spakuj tutaj tyle leków ile się da. - Powiedział. Wzięła od niego torbę po czym podeszła do półek. Zaczęła zbierać rękoma wszystko po kolei. Nagle usłyszała chrząkliwy głos który wydobywał się zza półek. Wielki regał przechylił się w bok a wszystkie półki poleciały na Jennifer przewracając ją na podłogę.
Zaraz obok ukazał się zdeformowany człowiek bez rąk z których zwisały tylko żyłki kapiące resztkami krwi. Ruszył w stronę Jennifer. Gdy tylko Harry usłyszał huk od razu pobiegł do kobiety.
- Harry! - Wrzasnęła.
- Jennifer! - Zamachnął się siekierą w kręgosłup mutanta rzucając go na ziemię. Użył całej swojej siły, skoczył nogą na twarz istoty miażdząc ją. Dobił jeszcze kilka razy dla pewności po czym jak najszybciej zrzucił z niej półki. Kucnął przy niej pomagając jej wstać.
- Chodź do mnie. - Podniósł ją z podłogi biorąc ją w ramiona.
- Jesteś cała? - Zapytał zmartwiony,przeleciał wzrokiem po jej ciele.
- Tak. - Usiadł z nią na starej pufie niedaleko działu z jedzeniem. Zaczął ją oglądać.
- Na pewno? nic cię nie boli? - Wytarł kciukiem łzę płynącą po jej policzku.
- To nie były ciężkie półki, bardziej się wystraszyłam. - Spojrzała mu w oczy po czym przybliżyła swoją twarz do jego twarzy.
- Dobrze. - Spojrzał jej w oczy które po chwili zamknął. Złączył ich usta a po chwili zaczął ją całować. Przedłużał każdy delikatny a zarazem namiętny pocałunek. Objął jej twarz w swoje dłonie po czym jeszcze raz ucałował jej wargi. Pocałował ją w czubek nosa,czoło,policzki,brodę. Kobieta zachichotała,widać było że od razu się rozweseliła.
- Cieszę się że cię mam. - Przejechała dłonią po jego lewym policzku.
- Ja też się cieszę że cię... - Nagle usłyszał głos Andrew wołający o zebranie.
- Macie już co trzeba?
Otrzęśli się. Wstali z pufy oraz zabrali zebrane rzeczy wychodząc z budynku.
- Mamy wszystko. - Powiedział Harry.
- No to wracamy. - Odpowiedział mężczyzna. Dziewczyny wróciły z butlami paliwa które na pewno starczy im na dłuższy czas. 
Szli zmęczeni w stronę campera,zostały im jeszcze niecałe 2 km.


- Ten film jest za nudny,możemy to wyłączyć? - Zapytał Cody wstając z kanapy.
- Jasne. - Hope sięgnęła po pilota a po chwili wyłączyła telewizor. Zapadła cisza.
- Wyjdźmy skąd. Przejdźmy się dookoła samochodu co? - Zaczął ją zachęcać.
- Wątpie żeby był to dobry pomysł. Mieliśmy się stąd nie ruszać. - Oznajmiła przecząco. 
- Weź..wiesz za ile oni wrócą? mogą być za 20 minut lub za 3/4 godziny. Będziesz tak siedziała zamknięta w tej małej komórce? Nie chcesz powdychać trochę świeżego powietrza? - Zapytał.
- Jak chcesz to idź,ja zostanę tutaj.
- Dobra,żebyś potem nie żałowała.  - Podszedł do drzwi po czym otworzył je i wyszedł nie zamykając ich.
- Świetnie,poprostu świetnie. - Przeszły ją ciarki. - Mógł chociaż zamknąć drzwi.
Cody odchodził coraz dalej od campera. Usłyszał za sobą dziwny szelest i chrząknięcie.  Za nim stały dwie zmutowane istoty.
- O boże. - Powiedział pod nosem. Zaczął się ostrożnie cofać. Odwróciwszy się zaczął biec w stronę auta. Hope wyjrzała przez okno. Po lewej stronie pojazdu zobaczyła jak Cody ucieka przed bestiami. 
- Jezu,tylko nie to. - Łzy napłynęły jej do oczu.  Wybiegła z campera chcąc pomóc Cody'iemu. Niestety jeden z mutantów przewróciwszy się wpił mu się zebami w nogę zaczynając ją pożerać. Drugi z nich rzucił się na chłopaka rozrywając mu skórę na szyi. Z jego tętnicy krew sączyła się na czarny asfalt. Nastolatek zalewał się łzami oraz krzyczał tak głośno i jękliwie że ciało Hope drżało. Stała wpatrzona,nie mogła przestać płakać.
- Błagam! błagam pomóż mi! - wyciągał rękę w jej stronę. Jeden z nich obrócił go na drugą stronę rozszarpując jego brzuch. Zaczęli wyjadać jego narządy. Chłopak zamknął oczy,jego tętno spadało. Wykrwawiał się a ból był nie do zniesienia. Dziewczynie przypomniała się sytuacja w lesie,z jej matką. Na pewno wyglądało to podobnie. Zombie przestał się karmić po czym wstał i ruszył w stronę Hope.
- Przepraszam Cody.. - Wyszeptała. Wbiegła w las jak szybko tylko umiała. Powietrze było gęste. Wpadła w błoto. Strasznie płakała.
- Ał. - Jęknęła. - Zbiła sobie kolano. Próbowała podnieść się jak najszybciej. Istota nie ustępywała, cały czas poruszała się za nastolatką. Starała się biec jak szybko tylko umiała ale ból kolana nie pozwalał jej biec wystarczająco zwinnie. Drugi potwór również rozpoczął walkę o świeże pożywienie. Im dalej Hope uciekała tym bardziej powietrze gęstniało. Nie mogła złapać oddechu. 


- Może dzisiaj zostaniemy jeszcze na noc, a jutro z samego rana pojedziemy szukać domu? - Zaproponowała Skyler.
- Całkiem dobry pomysł. - Dodała Jane. Z dróżki weszli na asfalt który prowadził do campera.
- Może rozpalimy dzisiaj ognisko i pośpiewamy piosenki? - Zażartował Andrew. Wszyscy byli rozbawieni. Jennifer zatkała nos.-
- Boże,czujecie ten ohydny zapach? - Spojrzała na nich pytając.
- To nie jest zapach padliny, raczej krwi. - Skrzywiła się Megan.
Jennifer ujżała otworzone drzwi od campera. Przed autem leżał Cody. Krew była wszędzie. Jego ciało było poszarpane,a resztki jego organów były porozrzucane dookoła. Wookół niego zebrały się owady. Jennifer upuściła wszystko co miała w rękach. Jej nogi się zgięły.
Andrew i Jane od razu pobiegli do martwego chłopaka. Harry przytrzymał Jennifer która mało nie upadła z szoku i przerażenia. Krzyknęła jak głośno tylko potrafiła.
- Hope! - Jak najszybciej udała się do samochodu. Wbiegła rozglądając się dookoła. Nie było jej. Upadła na kolana szlochając.  Harry wbiegł do auta chwile po niej.
Usiadł przy Jennifer przytulając ją do siebie.
- Boże.. - Wyjęczała przez płacz. 
-  Zaraz pójdziemy jej poszukać. - Nie wiedział co ma jej powiedzieć,Jennifer strasznie związała się z dzieckiem.
Skyler widząc tak rozszarpane dziecko zwymiotowała. 

Wszyscy szukali jej gdzie tylko się dało. Mijało kilka godzin. Jennifer była roztrzęsiona. Usiadła na pniu drzewa który stał obok drzewa. Byli w lesie. 
- Znajdziemy ją prawda? jest cała i zdrowa i gdzieś tam na nas czeka,prawda? - popatrzyła na nich z nadzieją w zapłakanych oczach.
Nikt się nie odzywał.
- Co? - Zapytała.
- Jennifer..muszę ci coś powiedzieć. - Powiedział Harry zażalonym głosem.
- No co? - Popatrzyła na niego zdenerwowana.
- W lesie powietrze jest strasznie gęste.. - Rozejrzał się próbując nie patrzeć jej w oczy.
- I co to ma do rzeczy? - Zapytała dość chamsko.
- Hope ma astmę..- Wystękał.
- Co? - Oczy ponownie jej się zaszkliły.
- I nie ma inhalatora..



__________________________________________________________

Jezu,popłakałam się. Jak wyobrażam sobie jak Hope patrzyła na umierającego Cody'iego to normalnie mam łzy w oczach. Dziękuję za każdy komentarz i każdą opinię na temat opowiadania.

twitter : @awhmylove

15 komentarzy:

  1. Jejku... To jest na serio genialne ! Bardzo oryginalny pomysł na opowiadanie. Aż się popłakałam jak to wstrętne Zombie zjadało Cody'ego :'( Ciekawe co się stanie z Hope... Mam nadzieję, że przeżyje.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i liczę, że będziesz mnie o nich informować :) + Co to za muzyka na playliście ? Jest super, muszę ją sobie ściągnąć na telefon ;>

    @Free_Hugs69_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję,twoja opinia na prawdę wiele dla mnie znaczy :)
      Oczywiście będę cię informować,z wielką chęcią, a co do muzyki postaram się wysłać ją na twitterze, ponieważ muszę jej teraz poszukać :) xo

      Usuń
  2. O Boże... Gdy przeczytałam rozdział po rozdziale, to na końcu nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Jeszcze ta śmierć. To było przerażające. Niesamowite jest to, że tak prawdziwie to opisujesz. Czuję się jakbym tam stała i patrzyła na to. Po tym rozdziale, nie mogę przestać płakać. Hope w lesie, z astmą, bez inhalatora. Nie mogę się doczekać następnych rozdziałów. Niesamowity pomysł, straszliwa, momentami romantyczna, czasem wzruszająca opowieść. Naprawdę, nie mogę się ruszyć z miejsca. Po przeczytaniu tego, siedziałam i patrzyłam w ściane płacząc. Proszę, informuj mnie o nowych rozdziałach. Jesteś niesawomita. Twoja #loveuandsmile , kocham cię ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże,nie masz pojęcia ile twoje słowa dla mnie znaczą. Dają takiego kopa do dalszego pisania że szok. Gdyby nie wy i wasze wsparcie na pewno nie pisałabym tego opowiadania. Na prawdę bardzo ci dziękuję gwiazdko, kocham cię ♥

      Usuń
  3. Kurde, kurde, kurde! Za każdym razem jak włączam tego cudownego bloga, podskakuję ze strachu bo to coś na nagłówku jest okropne :D To znaczy pasuje do opowiadania i właśnie tak wyobrażam sobie mutanty, ale jak widzę to coś to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać ze strachu...
    Szkoda mi, że Cody umarł, ale w sumie to dobrze, że to nie była Hope albo Harry, którego chyba strasznie polubiłam... To słodziutkie jak razem z Jennifer się tak zachowują ^^
    No i oczywiście Hope też musi przeżyć!!!
    No i cały czas myślę o tym biednym Cody'm, jak mutanty go rozszarpały i wgl...
    I oczywiście nadal mnie informuj o nowym rozdziałach :)
    @wiki_is_real xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Kiedy zamierzasz dodać nowy rozdział? ^^

      Usuń
  4. @SexyCuteJustin4 czerwca 2013 06:57

    Świetny ! czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku.. to jest cudowne! Aż się popłakałam. Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest piękne mam łzy w oczach pisz dalej @sarenka_69 ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy tylko znajdę chwile czasu, od razu zabieram się za czytanie! C; @GabulinaSwaggy

    OdpowiedzUsuń
  8. To naprawę przepiękna historia *.* Też mi się chce płakać pierwszy raz czytałam coś tak pięknego masz ogromny talent :) Pisz dalej i nie przestawaj bo jesteś Świetna :) Ta historia jest taka cudowna, że nie da się tego opisać :** :)
    @Wiaderkoo

    OdpowiedzUsuń
  9. płacz,strach,lekkie obrzydzenie i ekscytacja-to przeżywam czytając twoje opowiadanie :') czekam na kolejny rozdział ze zniecierpliwieniem ~@MemberBfamily pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. płacz,strach,lekkie obrzydzenie i ekscytacja-to przeżywam czytając twoje opowiadanie :') czekam na kolejny rozdział ze zniecierpliwieniem ~@MemberBfamily pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie współgrają razem emocje i muzyka w tle .Genialne ! Ale mam jedną uwagę : Za każdym razem gdy włączam kolejną stronkę straszysz mnie nagłówkiem ! Przez Ciebie dziś będę miała koszmary ! :D

    OdpowiedzUsuń